Familoki, czyli o śląskich osiedlach robotniczych

Architektura Śląska nie od dziś zachwyca swoją różnorodnością. Z jednej strony mamy niebywale dynamicznie rozwijające się Katowice, pełne nowoczesnego oraz zaadoptowanego budownictwa, choć i absurdów nie brakuje takich jak zburzenie brutalistycznego dworca o którym możecie przeczytać w moim artykule poświęconym temu nurtowi w modernizmie.

W dalszym ciągu nie możemy odmówić wyjątkowości i pełni uroku osiedlom powstającym na terenie tego województwa w latach XX. Mowa tu oczywiście o familokach, jedynych w swoim rodzaju osiedlach robotniczych.

 Powstawały one dla pracowników przemysłu ciężkiego oraz ich rodzin. Na jedno mieszkanie ok. 60 m2 przypadało najczęściej 6 do 8 lokatorów.

Na dzisiejsze standardy może to wydawać się bardzo mało przestrzeni, jednak w tamtych czasach, życie i tak toczyło się w sieni, na schodach czy na zewnątrz. Była to bardzo specyficzna atmosfera wynikająca z tego, że był to zamknięty krąg ludzi. Dość, że mieszkali razem, to wszyscy pracowali ze sobą w kopalniach, a dzieci uczęszczały do tej samej szkoły. Przyjaźnie nawiązane w miejscach publicznych przenosiły się na życie codzienne.

To wszystko sprawiało, że było tam bardzo bezpieczne. Często też drzwi do mieszkań stały otworem całymi dniami, tak aby życie sąsiedzkie dalej mogło się toczyć. Samo rozplanowanie tego typu osiedli odgrywało w tym ważną rolę. Nic jednak tak dobrze nie zobrazuje nam familoków jak opowiedzenie o nich na podstawie kilku przykładów.

Nikiszkowiec w Katowicach

W ten sposób przechodzimy do jednego z najważniejszych założeń budowlanych w tej konwencji. Żeby do niego dotrzeć musimy się udać do katowickiego Nikiszkowca. To tu w latach 1908-1919 powstało osiedle dla górników kopalni „Giesche”. Oryginalana zabudowa powstała według projektu Georga i Emila Zillmannów.

Jest to około 1000 mieszkań i cała infrastruktura między innymi placówka policji, sklepy, szkoła, kościół, park, łaźnia i tak dalej. Kuzyni Georg i Emil stworzyli niemal małe miasteczko robotnicze, co zapewniło olbrzymi komfort mieszkańcom.

Pierścieniowo zamknięte bloki były łączone ze sobą nadwieszkami, czyli zadaszonymi mostkami. Głównym materiałem użytym podczas budowy była czerwona cegła, której nie tynkowano, stąd charakterystyczny kolor familoków. Unikatowymi elementami są też portale wejściowe, podcienia i wykusze.

Przechodząc się osiedlem mamy wrażenie monotonii, powtarzalności. Jednak wystarczy się tylko dokładniej przyjrzeć każdemu budynkowi z osobna. Nie znajdziemy nigdzie drugiego takiego samego bloku. I to jest właśnie piękne, jak architekci dokładnie przemyśleli nawet tak małe, a jak ważne, detale.

Przepiękna zabudowa, wpisana do Narodowego Rejestru Zabytków, była także planem zdjęciowym dla takich produkcji jak „Angelus” Lecha Majewskiego czy „Nadzieja umiera ostatnia”, serialu z 2006 roku.

źródło: onet.pl

Czerwionka-Leszczyny

A teraz przenieśmy się do oddalonej o ponad 40 kilometrów Czerwionki-Leszczyny. Znajduje się tam kopalnia „Dębieńsko”, do której ciągle przybywało coraz więcej nowych górników. Był to powód zainicjowania, a następnie budowy osiedla robotniczego na tych terenach.

źródło: plus.dziennikzachodni.pl

Wszystko działo się stopniowo w latach 1898–1916. Twórcą projektu i nadzorcą był mistrz swojego fachu Stork z Czerwionki.

Zabudowę tworzą 84 budynki, murowane, jak na familoki przystało, z czerwonej cegły glazurowanej, elementami „muru pruskiego”, a także innymi fragmentami piaskowych tynków. Rozplanowanie w oparciu o prostokątną siatkę ulic, pomaga w ujednoliceniu tak charakternych zabudowań. Na jeden taki blok składa się od 4 do 8 mieszkań. Wynika to z ich różnej kubatury, mogą mieć 40 m2 , największe zaś 70.

Jak na tamte czasy były one bardzo nowoczesne, posiadały system kanalizacji, dojście do prądu elektrycznego, piece kaflowe i wiele innych udogodnień. Co ciekawe, mieszkańcy mogli hodować zwierzęta w specjalnie przeznaczonych do tego budynkach. Na osiedlu nie zabrakło też miejsca dla małych ogródków.

Ten największy zachowany obszar familoków na Śląsku od 1995 roku znajduje się w  rejestrze zabytków. Jego nazwa widnieje także na Szlaku Zabytków Techniki.

źródło: www.zabytkitechniki.pl

Familoki w Biskupicach

Jeszcze jednym miejscem o którym warto wspomnieć, poruszając temat śląskiego budownictwa robotniczego jest zabudowa powstała na terenie Zabrza, a dokładniej w Biskupicach.

To właśnie w te okolice, w połowie XIX wieku postanowił zainwestować berlińczyk August Borsig. Wszystko zaczęło się od kupna młyna wodnego. Z czasem powstały także między innymi koksownia i kilka kopalni.

Na przełomie lat 60 i 70, syn Augusta – Albert, kontynuując rodzinny biznes, a że pracowników przybywało coraz więcej, tak jak w poprzednich dwóch przykładach, rozpoczęto budowę familoków.

Regularna siatka ulic, prosta, ceglana bryła, dwuspadowe dachy, rytmicznie przeprucia zaokrąglonych u góry okien – brzmi trochę nudno. Jednak sam standard ponad 50 dwupiętrowych domków zdecydowanie to nadrabiał.

Średnio 55 m2 trój-izbowych mieszkań z dostępem do bieżącej wody i ubikacji na klatce schodowej, to jak na tamte czasy, świetne warunki. Tak jak w pozostałych przypadków, to nie było tylko osiedle z mieszkaniami a cała infrastruktura: sklepy, szkoły, kaplica, dom nauczycieli, sala gimnastyczna i wiele innych.

Familoki to zdecydowanie charakterystyczne, zachwycające detalami budownictwo, które może dla młodych z XXI wieku staromodne i nie na czasie, są jednak wspaniałym przykładem kunsztu XIX wiecznych architektów. Doskonale poradzili sobie z problemem przybywającej coraz większej ilości pracowników z rodzinami, którym trzeba było zapewnić godne lokum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *